Jestem... hm... niewinna
10.02.2010.

Do księdza zgłosiła się kobieta, która chciała wyjść za mąż. Niestety miała już trzech mężów. - No cóż, proszę pani - mówi ksiądz. - W tej sytuacji, w świetle prawa kanonicznego, sama pani rozumie, nie mogę udzielić pani ślubu. - Ależ, proszę księdza, chociaż miałam trzech mężów, mimo to cały czas jestem... hm... niewinna. - Jak to? - To długa historia, ale opowiem księdzu. Mój pierwszy mąż... No cóż, wyszłam za niego na prośbę mego ojca. Antoni był dobrym i poczciwym człowiekiem. Ale miał już 82 lata i nie był w stanie uszczęśliwić mnie inaczej, jak tylko swą dobrocią. Dałam biedakowi tylko pięć miesięcy szczęścia... - Hmm, rozumiem. Niezbadane są wyroki Boskie... - Mój drugi mąż był młodym, zabójczo przystojnym oficerem policji. Wykształcony, wysportowany, znał języki, świetnie się zapowiadał w pracy. Ale miał pecha. Jako prezent ślubny dostał od kolegów motor. Nazajutrz po ślubie wsiadł na ten motor. Mokre liście na drodze, drzewo, złamana podstawa czaszki, rozległe obrażenia wewnętrzne. Mój kochany Zygmunt, przynajmniej nie cierpiał. - Tak, rozumiem. Serdecznie pani współczuję. A trzeci mąż? Jak długo trwało pożycie? - Dziesięć lat. - Dziesięć lat?! I mówi pani, że przez cały ten czas...? - Ani razu. Wie ksiądz, on był znanym politykiem. Co wtorek wieczorem przychodził do łóżka, siadał na brzegu i przez długie godziny opowiadał, jak będzie fantastycznie, kiedy się weźmie do rzeczy...

Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Dowcipy/Dowcipy_erotyczne/6/6840/0/.