Kociokwik, czyli Wolna Amerykanka
18.01.2010.

Łagodnie, na smutno-śmiesznie wejdźmy w tok naszych rozważań (taki tok-show dla ubogich, ale nie duchem, nie duchem!!!...).Do pana Zdzicha Kwiatkowskiego, który od dłuższego czasu nie opłacał rachunków za gaz, przyszło upomnienie w dość ostrym tonie, podpisane przez kierownika działu windykacji Zakładu Gazowniczego... Pan Zdzich wziął kartkę papieru, usiadł przy biurku i odpisał co następuje: Szanowny Panie Kierowniku, pragnę Pana poinformować, iż raz na miesiąc, gdy otrzymuję rentę, zbieram wszystkie rachunki dotyczące opłat za mieszkanie i resztę mediów. Wrzucam je do dużego dzbana, mieszam i losuję trzy, z którymi idę na pocztę i opłacam. Jeżeli pańska Instytucja pozwoli sobie choćby jeszcze raz przysłać do mnie list utrzymany w podobnym tonie, to jej faktury na rok zostaną wykluczone z loterii! / - / Z poważaniem, Zdzisław Kwiatkowski. Problem stosunków międzyludzkich jest tematem numer jeden naszych, jakże nieraz denerwujących przemyśleń, niekończących się rozmów z przyjaciółmi, utyskiwań i narzekań. Dlaczego temat ten leży nam na sercach (niejednokrotnie psując wątrobę...), wisi w powietrzu jak chmura gradowa? Odpowiedź znamy. Przysłowie murzyńskie głosi, że "najlepszym lekarstwem na człowieka jest człowiek"; doświadczenie zaś podpowiada, że - potrafi być także najgorszą trucizną, stosując wysokiej klasy gry przeciwko bliźnim. Na całe szczęście rejestrujemy proces pogarszania się jakości stosunków międzyludzkich, odnoszenia się człowieka do człowieka i traktowania człowieka przez człowieka. Jeszcze rejestrujemy... Nie czuję się na siłach, by dokopać się genezy, źródeł i wszystkich uwarunkowań, zarówno subiektywnych, jak i obiektywnych, prowadzących do obecnego stanu schamienia społeczeństwa. (Tuż przed śmiercią doktor Michalina Wisłocka postawiła diagnozę: rozprzestrzenia się SCHAMIENIE ROZSIANE...). Poruszę wycinek zagadnienia tyczącego kultury życia dnia codziennego, przyczynę - jak mi się wydaje - wielu napięć wynikających z frustracji mającej swe źródło w dewaluacji i pomieszaniu hierarchii wartości, postaw i celów, a także środków do nich prowadzących. Wszystko to zaś przyprawione jest na ostro.... sosem HIPOKRYZJI. Czas miniony nauczył ludzi aprobaty dla cwanych zachowań w dość bezwzględnej walce o byt i w zabiegach o stan materialnego posiadania. Przy czym owa aprobata - graniczy tu wręcz z szacunkiem i uwielbieniem dla "sytuowanych materialnie" - w odróżnieniu od sytuowanych intelektualnie, którzy całe swe życie podporządkowali idei myśli. W efekcie rozkwitły rzeczy najniebezpieczniejsze: pozór jakiej takiej kariery, pozór jakiej takiej elity dyktującej warunki i łatwych samouspokojeń tak zwanych "ludzi sukcesu"... (Sic!...) Przed kilku laty - w kontekście rozważań nad genezą i uwarunkowaniami stanu zagrożenia, wynikającego z braku kultury politycznej społeczeństwa - Marta Fik pisała o zachłyśnięciu się wolnością. Dzisiaj możemy także mówić o niebezpieczeństwach objawionej "wolnej gry sił" na płaszczyźnie ekonomiczno-bytowej. I znów nie wszyscy wiedzą, co z nią począć. Bywa, że opacznie, lub też bardzo trywialnie ją rozumieją i interpretują. Zachowują się jak sztubacy wyzwoleni spod opieki twardych i apodyktycznych rodziców - wprowadzając zamęt w hierarchii wartości, postaw i celów. Brak hamulców i skrupułów, arogancja i "przebojowość" z jednej strony, resztki autentyczności i wiary w słuszność wybranej drogi życiowej i zawodowej - z drugiej, pomieszane z wszechpanującą demoralizacją, hucpą i bezhołowiem (nie mylić z demokracją!) prowadzą do konfliktów i napięć. I znów popadliśmy z jednej skrajności w drugą. (Obijanie się od ściany do ściany - to nasza narodowa specjalność!...). Lwia część spośród nas chce BYĆ - tylko poprzez MIEĆ. Po trupach bliźnich "nabitych w butelkę".... Tymczasem aktualna lista najbardziej prestiżowych (bo wymiernych finansowo) profesji w Polsce - jak zauważyłem - wygląda następująco: członek rady nadzorczej banku oraz rozmaitych spółek, także należących - jeszcze - do skarbu państwa (...), lobbysta... - polityk, sprytny biznesmen, syndyk tak zwanej masy upadłościowej, notariusz(!!!), pośrednik handlu nieruchomościami, działacz sportowy, likwidator szkód zakładu ubezpieczeń społecznych, biegły-rzeczoznawca, urzędnik skarbowy..., członek mafii... powiedzmy (żeby nie bulwersować opinii) - "taksówkowej"... etc. Przeszłość została pogrzebana wraz z prestiżem, uposażeniem i kondycją profesora uniwersytetu, nauczyciela, lekarza (bez prywatnej praktyki!!!), sędziego, reżysera filmowego, pisarza, dziennikarza itp. itd. Dokąd dojdziemy, gdy jedynym sprawcą motywującym życiowe wybory, określającym aspiracje, dążenia i kierunek awansu będzie ZYSK materialny? No cóż, intelekt nierzadko "przeszkadza" w robieniu tak zwanej kariery, zaś wykształcenie nie jest w cenie. Wypada tylko powtórzyć za Norwidem z ”Co słychać i co począć?”: "Realnych mistrzów wszystkich zbierz i nagle Zapytaj, co jest pracy abecadłem?..." • • • Antoni Słonimski zwykł był mawiać, że dowcipy (sam był autorem najsłynniejszych) - najplastyczniej, najpełniej odzwierciedlają tendencje odczuć społecznych na rozmaite tematy, bowiem bezlitośnie obnażają nonsensy, przywary, paradoksy i sygnalizują rodzące się wypaczenia i patologie. Zadzwonił telefon (?) w słuchawce głos przyjaciela-komiwojażera opowiada zasłyszany w kraju dowcip: Płonie samolot i nieuchronnie zbliża się katastrofa. Kapitan wychodzi do pasażerów i mówi bezlitosną prawdę, że zostało im pięć minut życia. Spanikowani ludzie garną się do księdza - który jest akurat na pokładzie samolotu - błagając o krótką mszę. - Nie dam rady - odpowiada ksiądz. - Mamy za mało czasu. - Więc niech ksiądz odprawi chociaż najważniejszą część mszy - nalegają pasażerowie, którym śmierć zagląda już w oczy. Ksiądz zdejmuje kapelusz i zaczyna zbierać pieniądze... P.S. Wezmę w ajencję szlaban - na granicy zdrowego rozsądku! Autor: Marek Różycki jr www.sadurski.com/satyra/marek-rozycki-jr.htm

Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_humor/14/6605/0/.