Lufthansa do luftu, czyli efekty noszenia kapelusza w samolocie
21.04.2009.

Wchodząc na pokład samolotu, kłaniającym się w języku germańskim strażnikom z podniesioną głową odpowiedział najładniej jak umiał po polsku: - Dzień dobhry panom oficehrom! Po czym znalazł dwa wolne miejsca i wspólnie z towarzyszącą mu połowicą zasiedli wygodnie w fotelach. - Wdziałeś Hans, jaki chamski Polaczek!? – zapytał towarzysza rudowłosy strażnik. – Z naszego języka się naśmiewa i prowokuje bałwan. Wyraźnie nasze „r” mu się nie podoba i ma powód do żartów. Wnerwił mnie do granic możliwości. Żeby w moim kraju, jakiś obcy z mojej mowy się naśmiewał? Na to nie pozwolę! – krzyczał rozzłoszczony na dobre. - Uspokój się Jurgen. A może oni w Polsce też tak wymawiają „r” – tłumaczył koledze wyraźnie młodszy Hans. - Nie żartuj synu! Dwadzieścia pięć lat robię w tym fachu i wiem jak brzmią języki obce. Poza tym do mojego szwagra od lat przyjeżdżają do roboty w polu Polaczki, i nigdy nie zauważyłem, żeby mówili choć trochę podobnie do nas. Ten palant z nas zakpił. Nie daruję mu tego. - Co zatem radzisz? - Mam plan. Idź do babek na pokładzie i przekaż im informacje o tym podejrzanym typku. Niech mają go na uwadze i przed odlotem o jego występkach nas poinformują. Hans posłusznie wykonał polecenie i zapewniony przez zbulwersowane stewardesy o przyjrzeniu się sprawie, powrócił na swój posterunek. Tymczasem rozluźniony Jan Awaria z uśmiechem opowiadał małżonce dowcipy i nowe plotki ze świata wielkiej polityki. - Wiesz Kelly, fama głosi, że Mahrcinkiewicz znalazł sobie młódkę, co dwadzieścia wiosen liczy! Niezły z niego ogiehr. - A co zazdrościsz mu? - A gdzie tam kochana, wiesz, że ja tylko ciebie kocham najbahrdziej na świecie, no może na dhrugim miejscu po moich kapeluszach, hehe – zażartował. - Bardzo śmieszne – zakręciła głową Kelly. - Gówniara na kasę poleciała, a nie na niego. Przestanie sypać kasą, to jeszcze mu aferę wykręci i skończy się, jak z Lepperem i Łyżwińskim. - Masz hrację moja dhroga, a jeśli chodzi o Leppehra, to podobno bankhrut. Komohrnik nie ma już mu co zajmować, hehehe. Tymczasem na posterunku Jurgen kończył palić papierosa, kiedy odezwał się głos w krótkofalówce. - 01 zgłoś do 03! - 01 zgłaszam, słucham cię Helga – odpowiedział na zgłoszenie Jurgen. - Nasz figurant w dalszym ciągu kpi z naszej mowy i wyraźnie dobrze się bawi, bo śmieje się na cały samolot – zdała relację Helga. - Słuchaj, znajdź jakiś konkretny powód, żeby go wysadzić, bo za to co robi nie ma bardzo podstaw. Może jest napity, albo zaśmieca? – podpowiadał strażnik. - Raczej jest trzeźwy i nie zaśmieca, ale jest coś dziwnego w jego zachowaniu. - No to mów prędko – ponaglał. - No bo wiesz, on siedzi w kapeluszu i ma płaszcz, a powinien zostawić w szatni. - Bingo! – ucieszył się Jurgen. – Biorę chłopaków i wchodzimy po tego cwaniaka. Po chwili w samolocie pojawiło się sześciu uzbrojonych strażników ochrony lotniska. Skierowali się w stronę Jana Awarii, a idący jako pierwszy Jurgen, polecił stanowczym głosem: - W związku z nieprzestrzeganiem regulaminu w tej chwili opuszczą państwo samolot! - O co chodzi, panowie oficehrowie, to jakaś pomyłka! – próbował tłumaczyć Polak. - Proszę wykonywać polecenia, bo użyjemy siły! – nakazywał strażnik. Jan Awaria nie zrozumiał intencji niemieckich służb i po chwili doszło do szamotaniny. Strażnicy założyli mu kajdanki i siłą wyprowadzili z samolotu. - Hratunku! – krzyczał Jan. – Niemcy mnie biją! Jeszcze Polska nie zginęła, Boże coś Polskę, Boruhrodzica dziewica, nie będzie Niemiec pluł nam w twarz! – nie przestawał krzyczeć. - Panowie, to jakaś pomyłka, zostawcie mojego męża! – próbowała ratować sytuację Kelly. – To napaść na polskiego męża stanu! Zapłacicie za to! Kiedy wszyscy znaleźli się w pomieszczeniach służbowych Jurgen zrozumiał, że popełnił błąd, bo zatrzymany nadal nie zmienił swojej wymowy. Jasnym się okazało, że owe „r” jest naturalną jego przypadłością. Żeby nie stracić w oczach współtowarzyszy rudowłosy strażnik oskarżył Jana Awarię o owe nieprzestrzeganie samolotowego regulaminu i zakończył czynności służbowe wpisaniem Polaka do księgi osób niepożądanych, jako klientów firmy „Lufthansa”. Przestraszony i dotąd nic nierozumiejący Jan Awaria, zrozumiał zaś, że Lufthansa jest zupełnie do luftu i więcej jego noga w niemieckim samolocie nie postanie. Doszło także do jego świadomości, że cała sytuacja ma jednak swoje plusy. Dawno w kraju ojczystym nikt o nim nie słyszał, więc okazja będzie jak trzeba, żeby znów zaistnieć w mediach. Autor: Jarosław Gwóźdź kwiecień 2009

Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6230/0/.