Misjonarze w skwarze (Tony Palik)
01.08.2011.

Wciąż pustynia. Libijska. Wściekły upał. W nocy też, bo księżyc pali niemiłosiernie. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz piłem wodę. Chyba z kwadrans temu. Wieczność. Nawet kamienie skwierczą. W samo południe jest tak gorąco, że piasek się zeszkliwia? Szkliwieje? Zeszkla? Mniejsza o to. Pot lałby się ze mnie ciurkiem, gdyby nie parował już pod skórą, a ciurek nie zaschnął na amen. Według mapy gdzieś tu powinna być oaza, ale nie mam mapy. Zużyłem ją po drodze do celów higienicznych. Pod wieczór docieram jednak do paru palm daktylowych wokół studni i małej sadzawki. Siedzi przy niej głęboko zamyślony człowiek z kartką papieru. Papier!!! - Hammadamamaamam – witam się tradycyjnym zwrotem oazowym. - Mamaamamadaammah – odpowiada. – Polak? Polskie losy! Nasi są wszędzie. To Stach Palmiak, wyjechał z kraju po 68-mym, skuszony ofertą turystyczną last minute do Syjamu. - To co robisz w Libii? - Cholera, dawno podejrzewałem, że co jest nie tak z tym Syjamem – denerwuje się Stach. – Kotów nie ma, zrośniętych bliźniaków nie ma... Nabrały mnie cwaniaki z tego biura. Opowiada o sobie. Przez wiele lat pracował w charakterze daktyloskopa. - Tutaj? – dziwię się. – Przecież tu nie ma ludzi i odcisków palców. - Ale daktyle są. Daktyloskop podchodzi do palmy, daje jej kopa i daktyle spadają. Ale wiek robi swoje. Starzeję się. ostatnio jak dawałem kopa w palmę, to daktyle spadały tylko do połowy jej wysokości. No i zatrudnili młodego, magistra po pterodaktylistyce. - To co teraz robisz? - Na zlecenie władz przerabiam miejscowy folklor, żeby był poprawny politycznie i moralny. Niedawno dostałem premię za przerobienie tekstu „Murzynek Bambo w Afryce mieszka, czarną ma skórę ten nasz koleżka”. Wiesz, „Murzynek” obraża uczucia i narusza godność osobistą. Aluzje o czarnej skórze są niedopuszczalne. - No i jak wyszło? - „Istota żywa tutaj przebywa, jak ma na imię, tak się nazywa”. - Ładnie – przyznaję. – Ale dlaczego pominąłeś Afrykę? - Żeby inne kontynenty nie poczuły się dyskryminowane. - Aha – kiwam głową. – Dobre! - Teraz męczę się z „Dwaj Murzyni na pustyni urządzili wielki bal, jedli, pili i tańczyli, a trzeciemu było żal.” Okropny tekst. Dwaj tańczący ze sobą Murzyni to wyraźnie gejowskie konotacje. Trzeci nie je i nie pije, jest mu żal – nierówny podział dóbr konsumpcyjnych w skali globu. Aluzja do Trzeciego Świata. Siedzę i myślę, jak to przerobić. - Może: „Dwa małżeństwa na pustyni urządziły sobie grill, przyszło trzecie, by przy grillu miło spędzić parę chwil”? – podpowiadam. - Nie wszyscy tolerują grilla. Fundamentaliści się oburzą.. - No to może „Trzy małżeństwa na pustyni urządziły sobie post, nic nie jadły i nie piły, tylko swój chwaliły los”? - To jest to! – szybko zapisuje Stach. – Tylko szkoda rymu „Murzyni-pustyni”. Łykamy daktylówki. - No to... „Małżonkowie na pustkowie przyszli, by odprawić post, nic nie jedli i nie pili, tylko swój chwalili los”. - Świetne! – Stach odkłada notes. – Dostanę premię! Polacy zawsze sobie poradzą. Autor: Michał Jagiełło (Tony Palik)

Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_humor/14/7853/0/.