| Na pokładzie (Tony Palik) |
| 01.08.2011. | |
|
No więc wyruszam w podróż dookoła świata. Na pokładzie naszego ostatniego frachtowca „Solidarność IV”. Dlaczego czwarta? - Pierwsza była podejrzana, druga sfingowana, trzecia zlustrowana – wylicza kapitan. – Dlatego dopiero czwarta okazała się właściwa. Pan sobie wyobraża? Statek pięć razy szampanem chrzczony! - Chyba cztery – poprawiam. - Pięć. Przy czwartym chrzcie nieopatrznie użyto butelki „Sowieckiego Igristego” z rozlewni w Łaskiej Podlaskiej. Ideologiczne faux-pas. Obciach i wiocha, posłowie interpelowali, prasa grzmiała. Trzeba było poprawić oryginalnym „Unijnym Półsłodkim”. Statek wiezie ładunek parówek do Indii. W zamian za banany. Naprawdę płynie do Tunezji.. - Logika oszczędności – tłumaczy kapitan. – Po drodze parówki zielenieją. W Tunezji zawracamy. Paliwo się oszczędza, nadgodziny nie lecą, morze mniej się zużywa. Na miejscu nie trzeba nawet przybijać do brzegu, wyładowywać, załadowywać, odbijać. Parówki po zzielenieniu wracają jako banany. Na bananach robiłoby się kokosy, tylko skarbówka wyciska importera jak cytrynę i zostaje mu figa. Ale na figach też się da zarobić. Czysty zysk to eurocent na sztuce. W zasadzie moglibyśmy nawet w ogóle nie wychodzić w morze, ale my, marynarze, mamy swoją godność. Jakże to bez wyjścia w morze? Odbijamy. Statek zresztą też. Dni na morzu są monotonne. Fale kołyszą statkiem, kołyszą, kołyszą. Zielenieję jak te parówki. Marynarze uwijają się po pokładzie. Kiedyś uwijali się przy wciąganiu żagli na maszty. Teraz żagli ani masztów nie ma, ale nawyk uwijania się pozostał. Stare wilki morskie, to widać. Śpiewają tradycyjne szanty o męskiej przyjaźni i odwadze. Zaczyna najstarszy, tzw. szantrapa, a pozostali podchwytują: Ahoj, ahoj, Wzdymają się fale sztormowe, Ahoj, ahoj... Ahoja nam zrobią, panowie! Tylko jeden nie śpiewa z powodu przekonań – koledzy mówią, że to szantysemita. Ale załoga jest jak się patrzy. Jak się nie patrzy, to też jest, tyle że człowiek jej wtedy nie widzi. Organizmy zaprawione, twarze wiatrem wysmagane, ogorzałe. – O gorzałe pan sie nie martw, do bosmana trza sie zgłosić – radzi jeden z majtków. Dopytuję się o stopnie w marynarce cywilnej. Obowiązuje ścisła hierarchia. – Najpierw jest majtek, potem starszy majtek, potem string, potem bokserek, wreszcie spodenek – uświadamia mnie starszy majtek. – od kalesonka zaczynają się stopnie podoficerskie. Mój rozmówca niedługo awansuje na slipa. Na trawersie Hamburg. Blisko, trawa trawersu jest doskonale widoczna. To tu wynaleziono hamburgery. Bułka z kotletem. Mięsnym, mielonym, brązowym, z cebulką, w otoczce tłuszczyku... Rzucam pawia za burtę. Na mostku wybijają kolejne szklanki. Siup – i szklanka za burtę. Bretania, z drugiej strony - Brytania. Jak oni je rozróżniają? Tym razem zamiast trawersu jest drzewers – na brzegu rosną drzewa. Przez lornetkę obserwuję, jak pod nimi Bretonianie gotują słynną fasolkę po bretońsku. Są rozmaite odmiany. Najbardziej poszukiwana przez smakoszy to tzw. „Gruba Breta”. Rzucam pawia za burtę. Po prawej słynne klify koloru angielskiej owsianki. gdzieś daleko śpiewa Cliff Richards. Rzucam pawia za burtę. Kurde, trzeba było z wiatrem... Paw wraca, rzucam go jeszcze raz. Tym razem się uchylam. W Zatoce Biskajskiej tradycyjny sztorm. – Ech, kiedyś bywały sztormy – rozmarza się kapitan. – Obecne to już mały pikuś. Muszą być zgodne z normami unijnymi. Fale najwyżej na metr, piana na dwa palce, czas trwania sztormu nie dłużej niż dwie godziny z przerwą na lunch. A dawniej, panie – fale jak domy jednorodzinne, w górę i w dół, w górę i w dół, w górę i w dół... Czuje pan to? Rzucam pawia na kapitana. Ale oto już Gibraltar i Morze Śródziemne!. Statek zatrzymuje się niedaleko brzegu. Wysiadam. Na ląd przetransportuje mnie łódka, tak zwany bączek. Marynarze sprawnie puszczają bączka na wodę. Fuj! Pełną piersią wciągam powietrze w płuca. Taaak, wyraźnie czuje się Afrykę! Bardzo wyraźnie. Te cholerne lwy chyba nigdy się nie myją. Autor: Michał Jagiełło (Tony Palik) Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_humor/14/7850/0/. |







