| Napój filozoficzny - humoreska |
| 07.12.2009. | |
|
Już pierwszego dnia w nowej szkole ten nauczyciel wydał mi się inny od wszystkich. Zacznijmy może od jego niespotykanego nazwiska. Nazywał się mianowicie Albert Endriusza. Uczył wuefu i fizyki, i był jedynym wuefistą, który na zajęcia przychodził w dżinsach i koszuli. Umysł był to ścisły niewątpliwie, choć do nauczania nie miał smykałki. Ale za to stawiał dobre oceny, minimalnie trójki. Fizykę z sorem Endriuszą miałem na siódmej, mojej ostatniej lekcji. Sor, co ciekawe, po dzwonku zostawał jeszcze przez jakiś czas w klasie. Kwadrans, godzinę, a może nawet dłużej. Nie wiem dokładnie, bo nie chciało mi się marnować czasu, by to sprawdzić. Później jednak, gdy do pracowni zaczął przychodzić także drugi wuefista, musiałem wyniuchać, co jest grane. Postanowiłem więc schować się po najbliższej fizyce w jakimś zakątku klasy i stamtąd dokładnie obserwować poczynania sora. Z pomocą kolegi dyskretnie zamknąłem się w jednodrzwiowej szafie. Odsunąłem lekko drzwi, by mieć jako taki widok na salę. Kiedy wyszli już wszyscy uczniowie, sor Endriusza poszedł gdzieś na chwilę i wrócił z czajnikiem pełnym gorącej wody. Z walizki, z którą nigdy się nie rozstawał, wyciągnął szklany dzbanek i wrzucił do niego jakieś suszone rośliny oraz kilka torebek ekspresowej herbaty. Wszystko zalał wodą z czajnika, a dzbanek przykrył podstawką pod doniczkę. Potem podszedł do tablicy i zmienił temat, jaki miałem jeszcze kilkanaście minut temu - Siły przyciągania - na "Koszmary przyciągania". Wiedziałem, że sor Endriusza jest trochę zdziwaczały, ale nie przypuszczałem, że jego zboczenia są aż tak zwariowane. Choć o wszystkim miałem się dopiero przekonać... Tak jak myślałem, do klasy przyszedł także Tomek Kowalski, drugi ze szkolnych wuefistów. - I jak tam eliksir? - zapytał podając rękę sorowi Albertowi. - Robi się - sor Endriusza zdjął podstawkę z dzbanka i powąchał napar. - Myślę, że będziemy mogli już próbować. Wlał trochę napoju do plastykowego kubka. - Kto pierwszy? - Dawaj ty, ja próbowałem tydzień temu... Sor Endriusza chwycił kubek w palce, zamknął oczy i wypił całą zawartość. Momentalnie jego ciało poderwało się do góry i zaczęło lewitować tuż pod sufitem. - To działa, to działa! - krzyczał, a ja wybałuszyłem gały tak mocno, że z pewnością zostałbym wpisany w Księdze Guinnessa z nowym rekordem wytrzeszczu. Sor wylądował po jakiejś minucie. Był niezwykle podniecony. - Dokonaliśmy czegoś przełomowego - powiedział. - Wynaleźliśmy napój filozoficzny. Jesteśmy bogaci! - Dobra, czekaj, teraz ja muszę tego spróbować. Sor Kowalski nalał sobie pełny kubek napoju. Wypił go duszkiem, ale ledwie podskoczył i zaraz opadł. - Na ciebie za słabe - ocenił sor Endriusza. - Za gruby jesteś. Przyniosę z samochodu kwasku cytrynowego, to się napój wzmocni i będzie okej. Sor Endriusza truchtem wybiegł z klasy. Tymczasem sorowi Kowalskiemu chyba nie za bardzo chciało się czekać... - Phi - westchnął - sam to sobie wzmocnię. I rzeczywiście wzmocnił, ale jak! Z kieszeni wyciągnął piersiówkę i jej zawartość pomieszał z napojem filozoficznym. Wypił wszystko jednym tchem. Działanie było natychmiastowe. Najpierw zachwiał się, niczym zaatakowany przez straszliwy huragan, a potem niebezpiecznie mocno wyrżnął plecami o podłogę i znieruchomiał. Spanikowany wybiegłem z klasy. Już za pierwszym rogiem spotkałem sora Alberta, omal się z nim nie zderzając. - Sorze, sorze, stało się coś strasznego! Szybko! Co sił w nogach pobiegliśmy do klasy. Wuefista był okropnie siny. - Pomocy - powiedział słabym głosem. - Duszę się... Z sorem Endriuszą spróbowaliśmy go podnieść. Ciągnęliśmy ze wszystkich sił, ale wuefista ani drgnął. Ważył chyba ze dwie tony. - Jak to się stało? - Sor Kowalski dolał whisky do napoju filozoficznego. - Zawsze to samo... A ty skąd się tu w ogóle wziąłeś? - Bo ja chciałem zobaczyć, co sor tyle czasu robi po lekcjach... Wuefista tymczasem otworzył usta i nieznacznie poruszył ręką. - Wody, wody - poprosił ochrypniętym, ale już zdecydowanie mocniejszym głosem. - Ci tu dam wody! - obsztorcował wuefistę sor Endriusza. - Przez tę twoją whisky przyciąganie zamiast zmaleć, wzrosło! Odsunąłem się trochę na bok. Z szafy wyciągnąłem plecak i postawiłem kilka kroków w stronę wyjścia. - To ja już sobie pójdę. - Czekaj! - Sor Albert zbliżył się do mnie i skinął porozumiewawczo głową. - Wiesz o co chodzi? - Się rozumie! Ja nic nie wiem, mnie tu nie było! - I tak ma być, a nie pożałujesz. Nie pożałujesz... W te pędy oddaliłem się od szkoły. Za dużo mi było wrażeń, jak na jeden dzień. A morał z tej opowieści taki: Pamiętaj fizyku młody, wlewaj zawsze zioło do wody. Nie na odwrót. Autor: Radosław Tomala Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_humor/14/6518/0/. |







