| Rozmowy z pariasem - W poszukiwaniu straconego czasu |
| 16.04.2009. | |
|
Parias to osoba o najniższym statusie społecznym lub poza kastowa w systemie kastowym Indii. Są to „niedotykalni” wykonujący tzw.nieczyste zawody. Hipotetycznie więc w Polsce pariasem zostać może każdy. - Oj, Janku, coś masz dziś nietęgą minę. Wyglądasz, jakby oblazło cię jednocześnie dziesięć plag egipskich. - Nie mam się z czego cieszyć. Napracowałem się „aż” pięć tygodni żeby dowiedzieć się, że przyszedł kryzys, a za nim podążają redukcje zatrudnienia. Jak będą zwalniać, to jak myślisz, od kogo zaczną? - Ale z Ciebie pesymista - masz przecież umowę o pracę do końca kwartału, a sam słyszałem, jak wicepremier twierdził, że rząd walczy o utrzymanie miejsc pracy. - Tylko ta walka jest taka jakaś anemiczna. Każdego dnia pracę tracą tysiące osób. Wicepremier powiedział też, że nie warto zajmować się bezrobotnymi. Praktyczne podejście. Walczyć o miejsca pracy, a jak się przegra, to przecież miejsca pracy nie wołają „jeść”. Natomiast ci, co je tracą, wołają „jeść”, więc po co zajmować się takim niewdzięcznym kłopotem? - W końcu na tym polega wolność, że każdy sobie rzepkę skrobie! Sami chcieliśmy, żeby państwo nie ingerowało w nasze życie. Teraz każdy sobie sterem, żeglarzem, okrętem! - Komuno wróć! Ona nie wraca... Czas jest dobrym nauczycielem i tylko szkoda, że uśmierca swoich uczniów, bo nie wyobrażam sobie, że miałbym wrócić pod śmietnik. Im mniej pracujących, tym pod śmietnikiem większa konkurencja, a podaż wartościowych odpadków siłą rzeczy mniejsza. Jak tak dalej pójdzie, to wszystkich pariasów nasze śmietniki nie wyżywią! - Wszyscy potrafimy zabijać czas, ale nikt nie umie go wskrzesić. Chociaż ostatnio w telewizji pojawiła się reklama z trzema kobietami i jednym postawnym mężczyzną. To jest próba wskrzeszenia straconego czasu. - Wiem, którą reklamę masz na myśli - to swoisty majstersztyk - próba przekucia swoich klęsk i niekompetencji w pasmo sukcesów, przynajmniej w oczach wyborców. Były niegdyś plany, że wejdziemy do strefy euro wraz ze Słowacją. Słowacja weszła i czerpie z tego profity. Ów postawny aktor z reklamy wraz z bratem zachłysnęli się mocną złotówką i zgodnym chórem śpiewali, że euro nam nie jest potrzebne. Teraz, w dobie kryzysu, zdychająca złotówka może się dla nas okazać kamieniem u szyi topielca. - W reklamie bohater ciemnej strony księżyca mówi wiele o miłości i pokoju. Miłość w jego wydaniu jak najbardziej, ale własna, no... może jeszcze trochę braterskiej. Pokój? To po co żądać militarnych zabawek od USA, czy paintball uprawiany w górach przez brata rodzonego? Ogólna eurofobia - w każdym zakątku Europy echo odbija polskie „nie”. Zamiast współpracy jedna zadyma za drugą i rozróba. Jedyne, co na Starym Kontynencie mu nie śmierdzi, to tylko kasa, kasa, kasa... - To nie jest zabawne. Zamiast włączyć się w europejskie przedsięwzięcia, dopuszczamy do sytuacji, gdy przy naszym „nie” globalna gospodarka i bezpieczeństwo zaczynają fruwać ponad naszymi głowami. W końcu włodarze tej mlekiem i miodem płynącej krainy powinni zdać sobie sprawę z tego, jakim to światowym mocarstwem jesteśmy, skoro nasze „nie” nie jest słyszalne w normalnym świecie, który nas otacza i powoli osacza. Za chwilę znów będzie płacz, bo mimo wielu słów, lekcji historii właściwie nie odrobiliśmy. Niemcy z Rosją budują Gazociąg Północny. Naszym „nie” zupełnie się nie przejmują. Gazociąg wybudują, tylko nas przy tym nie będzie. To samo dotyczy porozumienia o współpracy energetycznej - jak zwykle na własne życzenie bez nas. Niemcy zwróciły się do USA, aby nowa administracja nie lokowała swoich militarnych systemów w Europie. Naszych włodarzy zabolało, że to bez uzgodnienia z nimi, zresztą nas zawsze boli głos rozsądku. W stronę polityki Niemiec skłania się również Francja. Oby nasi „wybrańcy narodu” wyciągnęli z tych faktów właściwe wnioski, zanim znów będzie za późno! - Po wiosennej odwilży zgodził się odwiedzić Warszawę z roboczą wizytą Władimir Putin. Oby to była prawdziwa odwilż, a nie okazało się, że na wyimaginowanym placu boju pozostały tylko topniejące bałwany. Straconego czasu nie zwróci nam nikt. Jednak każda chwila to szansa, aby wszystko zmienić. - Czas to pieniądz! Zdał sobie z tego sprawę chyba nawet białoruski prezydent Aleksander Łukaszenko. Wydawało się, że temu rycerzowi hełm zatrzasnął się na głowie na stałe. Tymczasem okazuje się, że to lepszy spryciula - umiejętnie rozmawiając z Rosją, uśmiecha się w stronę zjednoczonej Europy i oficjalnie ogłasza rolę Białorusi jako pomostu między Wschodem i Zachodem. Taką rolę naturalnego pomostu miała pełnić Polska, tylko pomost ten okazał się nie do użytku, bo najeżony minami. Czas wysłać saperów do rozminowania tej drogi, bo jak widać, pojawiają się szlaki alternatywne. Tylko czy znajdą się saperzy? - Ważny jest porządek: saperzy niech są saperami, pisarze pisarzami, aktorzy aktorami i każdy niech robi to, co do niego należy. Saperzy znaleźć się muszą! Nie stać nas na to, by w poszukiwaniu straconego czasu stracić go jeszcze więcej. Autor: Bogusław Sielecki Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6161/0/. |







