Rozmowy z pariasem - Wańka Wstańka
16.04.2009.

Parias to osoba o najniższym statusie społecznym lub poza kastowa w systemie kastowym Indii. Są to „niedotykalni” wykonujący tzw.nieczyste zawody. Hipotetycznie więc w Polsce pariasem zostać może każdy. - Tak mało brakowało, Janku, a nie mielibyśmy okazji już rozmawiać na tym padole łez... - Co, nawrót zimy? Wiem, że nie lubisz tej pory roku. Żartowałeś zawsze, że zsyłka na Sybir nie mogłaby dotyczyć Ciebie, gdyż wyzionąłbyś ducha skutkiem spadku temperatury gdzieś po drodze, zanim dotarłbyś do celu. - Początkowo też miałem podobne wrażenia. Ból w piersiach, słabość - pewnie nawrót grypy. Żadne skuteczne do tej pory mikstury czosnkowo - miodowe jednak nie pomagały. Ból narastał, więc konieczną stała się wizyta u lekarza rodzinnego. - To współczuję - trzeba być bardzo zdrowym, żeby godzinami siedzieć w poczekalni pełnej kaszlących, charczących, prychających, ledwo żywych ludzi. Cieszyć się tylko, że jeszcze jest gdzie się zwrócić, jak człowiek chory, bo jak sprywatyzują służbę zdrowia, to dla dalitów nie będzie już miejsca. - I tu jesteś w błędzie. Przychodnia, w której się leczę, jest tak prywatna, że żadne pseudoreformatorskie działania nie są już w stanie jej zaszkodzić. Ma podpisany kontrakt z NFZ, więc nie ponoszę kosztów leczenia nawet w najmniejszym wymiarze. Rejestruję się telefonicznie, informowany jestem, na którą godzinę mam przyjść, więc mijają mnie wielogodzinne kolejki dla ludzi o żelaznym zdrowiu lub desperatów. Od czasu, gdy korzystam z usług sprywatyzowanej służby zdrowia, przestałem być bezkształtną, bezwartościową, uciążliwą chorą masą. - To według ciebie publiczną służbę zdrowia w Polsce należy sprywatyzować? - Według mnie jak najszybciej. Jest gospodarz, to jest i odpowiednie zarządzanie, jest otwartość, życzliwość, jest i dbałość o pacjenta. Niby dlaczego współczesny Judym ma być również głodu....? Żeby tylko politycy nie przeszkadzali, to reformę spokojnie przeprowadzą ci, którzy każdego dnia muszą z tymi problemami mierzyć swoje siły. Dzisiaj żyję jeszcze tylko dzięki pracownikom służby zdrowia, którzy muszą uporać się nie tylko z chorobą, ale przede wszystkim z odgórnie ustalanymi procedurami wymierzonymi w dobro pacjenta. - Żyjesz bo co - nie podali ci pawulonu? - To jest niesmaczny żart ze zmurszałą brodą. Tam, gdzie w grę mogą wchodzić pieniądze zawsze znajdą się pazerne kanalie - to odróżnia nas od zwierząt. Nieuprawnionym jednak jest przypisywanie cech patologicznych całej rzeszy ludzi uczciwych, rzetelnych, oddanych bez reszty swojej pracy i pacjentom. - Masz rację - wyraziłem się jak prymityw nieskończony, bo tylko tacy stosują uogólnienia na płaszczyźnie społecznej. Przepraszam... - Wracając do tematu. W związku z tym, że dla mojej prywatnej Pani Doktor nie byłem tylko kolejnym numerkiem na liście przyjęć, zamiast zbyć mnie aspiryną poddała mnie ona wnikliwemu badaniu. Bardzo niskie ciśnienie i zapis ekg wskazały na wystąpienie zawału serca. Była dopiero godzina 14,00, jednak od tego momentu zaczęły działać procedury wymierzone w bezpieczeństwo i dobro pacjenta. Najpierw przewóz na odległość około 1 km. do Szpitala Powiatowego. - Chyba nie chcesz powiedzieć, że z tym był jakiś problem? Nigdy w to ci nie uwierzę, bo mamy w mieście dość karetek pogotowia! - Karetka pogotowia może Cię odwieźć do szpitala z Twojego mieszkania czy z ulicy. Przychodnia jednak musi zamówić karetkę przewozową w Wojewódzkiej Kolumnie Transportu Sanitarnego w... Katowicach - taka procedura! - Słyszałem, że transport sanitarny umknął z pola widzenia wszystkim dotychczasowym twórcom reformy służby zdrowia. Nie może więc być aktualnie finansowany ani ze środków NFZ ani z budżetu państwa. Przedsiębiorstwo o ogromnym potencjale ludzkim, bazie samochodowej i zapleczu technicznym stopniowo obumiera, bo naszych polityków bardziej interesują amerykańskie instalacje militarne niż regulacje prawne służące własnemu społeczeństwu. Transport sanitarny ratuje swój byt systematycznymi zwolnieniami pracowników, zwłaszcza kierowców. Spada więc efektywność wykorzystania taboru i ubywa wyspecjalizowanej kadry. Tych strat chyba nigdy już nie uda się zniwelować, o ile problem w ogóle zwróci czyjąś uwagę, zanim zniknie w sposób naturalny. - Prywatny personel prywatnej przychodni rozpoczął walkę z państwowym systemem procedur służby zdrowia, którego inercja ma ukryte zadanie eliminowania ze społeczeństwa jednostek słabych, a więc zbyt kapitałochłonnych. Najpierw podłączono mnie do kroplówki. Gdy zasypiałem słabnąc coraz bardziej, częstowano mnie kolejnym „strzałem w żyłę”. Przynajmniej dotkliwy ból ustąpił. Po 20. minutach udało się zamówić karetkę, która jednak w trudnych, zimowych warunkach drogowych musiała dojechać z Zabrza, czyli ponad 20 km. - To się dopiero nazywa generowanie oszczędności! - Po kolejnych, długich 90. minutach do przychodni weszła ekipa karetki. Zrobili własnym sprzętem kolejny ekg, który potwierdzając zawał serca drogą radiową został przesłany do Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach z prośbą o pilne przyjęcie pacjenta i interwencję kardiochirurgiczną. - To twój problem już się skończył, bo GCM w Katowicach to najlepszy szpital w Polsce. - Odpowiedź przyszła po chwili. Procedura kwalifikowania do leczenia w GCM wymaga przedstawienia wyników badania poziomu enzymów we krwi, a tych badań jeszcze nie przeprowadzono, więc logicznym wydaje się fakt, że tym bardziej ich wyniki nie mogły znajdować się w dyspozycji lekarzy. Powieziono więc mnie do Szpitala Powiatowego w Mikołowie, gdzie pobrano krew do tego niezbędnego badania. - To nie można było tych badań przeprowadzić w GCM w Katowicach? - Na pewno można by było, ale procedura nie przewiduje takiego rozwiązania. Ma to o tyle uzasadnienie ekonomiczne, że zawsze istnieje możliwość znacznego ograniczenia kosztów leczenia niejako „po drodze”. Wiadomo było jaki będzie wynik badania krwi, więc kolejne godziny spędziłem w Izbie Przyjęć Szpitala przygotowany do dalszego transportu. Widać było, że młoda lekarka pełniąca tam dyżur zdążyła już przywyknąć do boju o życie pacjenta poddanego próbie wytrzymałości polskiej publicznej służby zdrowia. Czuwała nade mną bez przerwy. Gdy usiłowałem odpłynąć w kierunku Krainy Wiecznych Łowów, z żelazną konsekwencją ściągała mnie w świat ziemskich uciech. Wreszcie po kolejnych dwóch godzinach wynik badania krwi potwierdził wysoki poziom enzymów i zapadła decyzja GCM: przywozić! - Tylko nie mów, że powtórzona została znów cała procedura z zamawianiem karetki przewozowej?! - A jakże by inaczej! Opis wydarzeń jak poprzednio, tyle, że trasa przewozu nieco dłuższa, bo całe 11 km. Do Izby Przyjęć GCM w Katowicach dotarłem tuż po godzinie 20,00 pomimo, że zawał serca zdiagnozowany został już o godz. 14,00. Koronarografia, angioplastyka - to wszystko betka! Zwyciężyć złowrogi system „ochrony zdrowia” w Polsce z jego procedurami, których pomysłu nie powstydziłby się sam mistrz Alfred Hickok to jest sukces dosłownie na miarę życia! Kolejne dni szpitalne w otoczeniu ludzi o wysokiej wiedzy fachowej i życzliwym uśmiechu na co dzień od salowej poczynając na profesorze kończąc, to już sielanka pozwalająca szybko choremu stanąć na nogi. - Właśnie - nie jest chyba aż tak źle z naszą polską publiczną służbą zdrowia, skoro z tak poważnym schorzeniem tak szybko wróciłeś do normalnego funkcjonowania!? - Dokładnie w tydzień po tych wydarzeniach powróciłem niemal w pełni sił do mojej prywatnej przychodni by podziękować mojej prywatnej Pani Doktor za dar życia. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się życzliwie i stwierdziła: - Ale z pana Wańka Wstańka. Złożyłem Jej podziękowania dla wszystkich podejmujących pełną determinacji walkę z przeciwnościami stwarzanymi przez system, w którym zmuszeni są funkcjonować, umożliwiając przeżycie kolejnych pariasów. To oni powinni przeprowadzić w całości reformę służby zdrowia w Polsce - każdego dnia swoją pracą i stosunkiem do pacjenta udowadniają, jak bardzo można im ufać! Bez nich parias w systemie „ochrony zdrowia” w Polsce to byłby tylko taki „Wańka - Mydlana Bańka”... Autor: Bogusław Sielecki

Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6163/0/.