Seks w szkole, ale za zgodą rodziców
14.12.2009.

Śmiały powyższy tytuł artykułu ("Gazeta Wyborcza", 2 października 2009) oraz zamieszczone pod nim dane autora (pani A. Pezda) mogły być zanętą na przeciętnego czytelnika, przeto i tenże uznał, że warto zapoznać się z - jak sądził - odważnym tekstem. Tytuł bowiem jasno sugeruje, że nowoczesna szkoła (średnia, wyższa) śmiało wychodzi naprzeciw oczekiwaniom nowoczesnego społeczeństwa i - wzorem niedawno opisywanego akademika, w którym uruchomiono agencję - wyodrębni jakąś nieczynną klasę (z powodu spadku demograficznego) na salkę spotkań towarzysko-praktycznych, aby choć nieco podnieść parę spraw, w tym ów statystyczny słupek kiepskiej demografii, a przynajmniej ustawi na korytarzach seksautomaty (cokolwiek by to nie znaczyło). Jednak nie wiadomo, czy chodzi o seks ciała pedagogicznego (czyżby potrzebna była jakaś zgoda niemal emerytowanych rodziców ochoczych belfrów?), czy ciał cokolwiek gibszych a młodszych o przynajmniej jedno pokolenie, a może rozważane są związki delikatnej natury pomiędzy nauczycielami a uczniami? Już pierwszy akapit wyjaśnił, że nie chodzi jednak o seks, lecz o edukację seksualną, co oznacza, że to kolejna dziennikarska sztuczka - coraz częściej tytuły są nadawane w mediach w formule bardziej atrakcyjnej, niżby to wynikało z tekstu. Takie chwyty są często stosowane w internecie (kliknij na tytuł i irytuj się, że treść jemu nie odpowiada, zaś my mamy jedno zaliczenie więcej). Oczywiście (gdyby zapytać) - przecież tytuł nie może być zbyt rozwlekły (to spodziewany komentarz redakcji). Skoro jednak zajrzano do artykułu, to można go podsumować potocznymi słowy: - co czwarty rodak uważa, że seksedukacja (a nawet sekskoedukacja) w budzie powinna być obowiązkowa, - nauczanie może prowadzić także katecheta, - na zajęciach powinna być omawiana ochrona latorośli przed niechcianym potomstwem i przed wstydliwymi choróbskami oraz ma być wpajany szacun dla płci przeciwnej, - młodzież powinna być instruowana, w jaki sposób budować trwały związek (minimum typu Związek Radziecki - 69 lat). Nauka zwykle młodzieży kojarzy się z wkuwaniem, kuciem, stukaniem, pukaniem i... zaliczaniem. Obserwując poziom edukacji młodzieży zachodniej Europy nie można nie dostrzec, że im więcej seksnauki w szkołach, tym więcej niechcianych ciąż u nastolatek (ale możliwe, że gdyby nie zajecia, to byłoby ich jeszcze więcej). To jakby u nas ponownie wprowadzić karę śmierci i poszerzać dziedziny przestępczości zagrożone tą karą a jednocześnie obserwować wzrost przestępczości... Wielu fachowców uważa, że nie ma związku pomiędzy istnieniem najwyższej kary a liczbą zabójstw, zatem w omawianej sferze może również uznać, że seksnauka nie ma większego sensu, bowiem i tak nie wpłynie na (nie)ostrożne umizgi w płynie. PS 25 października 2009 media informują - "13-latek będzie ojcem. Jego dziewczyna ma 14 lat". Uczniowie będą jednymi z najmłodszych rodziców na Wyspach. Wyliczono kilka innych par podając pełne nazwiska i niepełny (niepełnoletni) wiek (u nas to jednak większą mamy dyskrecję). Wielka Brytania od lat jest europejskim liderem pod względem liczby nastolatek zachodzących w ciążę. W 2007 roku niemal 43 tys. panienek zaszło w ciążę przed ukończeniem 18 lat i jest to jeden z najpoważniejszych problemów społecznych Brytów, zwłaszcza Brytyjek. Autor: Mirosław Naleziński 2009 www.mirnal.neostrada.pl

Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6530/0/.