| Syndrom Klaudiusza czyli rżnięcie leszcza |
| 16.04.2011. | |
|
Klaudusz – mądry cesarz rzymski, który udawał idiotę, by przetrwać; aby go nie zamordowano skrycie… Ostatnimi czasy dużo pisze się o uzależnieniach – palaczy, alkoholików, narkomanów. Coraz rzadziej, niestety, ilustruje się zgubny wpływ uzależnień szarego obywatela od przedstawicieli wszelkich urzędów rozbudowanej administracji państwowej, służby zdrowia oraz różnej maści decydentów-manipulantów, w których rączkach leży (nie stoi… hi, hi, hi) – nasze życie! W końcu rzucić palenie, picie czy też pozbawić się stanów baśniowych, w które bliźni wprowadzają się za pomocą proszków, klejów, kompotów czy narkotyków – na ogół można. Ale jak tu żyć nie odwiedzając urzędów różnych szczebli – na przykład ZUS-u, Sanepidu, Administracji, urzędu gminy, miasta tip., zakładając także, że nigdy nie będziemy chorowali?! Z przerażeniem konstatujemy, że opiera się nam mnóstwo korzeni, gdy usiłujemy wyplenić z siebie chwast zwany życiem… Każdy dzień ilustruje ( barwnie i boleśnie) tezę, że jesteśmy skazani na życie – pełne uzależnień lub też ustawiczną walkę z wiatrakami… I nie jest to bynajmniej romantyczna walka Don Kichota… Wszelakiej maści „DZIERŻYMORDY” w rozmaitych urzędach mają się świetnie i czują się totalnie bezkarne! A gdy nawet na najniższym szczeblu – żachnę się na opieszałość urzędniczki, to zażąda ode mnie kilkunastu nowych załączników ze znaczkami skarbowymi włącznie!... A gdy na ten przykład – pójdę do szkoły ze skargą na nauczycielkę, która szykanuje moje dziecko – skierują dzieciaka na badania do psychiatry i zakwalifikują do szkoły specjalnej. Wpiszę do książki życzeń i zażaleń, że sklepowa orżnęła mnie na wadze – nigdy już tam nie kupię. TO OCZYWISTA METAFORA obecnych stosunków: obywatel – Urząd! Zwrócę uwagę dozorcy na brud, smród i ubóstwo w bloku – to śmieci z całej klatki podmiecie mi pod drzwi. Opiszę totalny bałagan panujący w przychodni czy szpitalu, w którym miałem /nie/szczęście leżeć – przy następnej okazji pogotowie spóźni się o kilkanaście minut… Starasz się uciszyć knajpę, którą masz pod podłogą swojego własnościowego mieszkania, bo hałas cię zabija! – natychmiast masz przeciwko sobie „CAŁY SZTAB” wrogów „osiedlowych vipów i notabli”, którzy czerpią z tej knajpy korzyści… Wystarczy?!... Doświadczenia notowałem w pierwszej osobie – uwagi i rady podaję (na razie) w drugiej… A zatem musisz – chcesz czy nie chcesz – dostosować pojęcie szczęścia do swej nędznej natury i małych sił swoich… Co innego, gdybyś był krezusem! Bo przecież KASA i ZYSK – obecnie wszystko „porządkują” w naszej(?) Ojczyźnie (obczyźnie) Kochanej! Od dziecka uczą przecież, że pokorne ciele dwie matki ssie – i jest to bardzo polskie przysłowie. Poza tym – lepiej mieć stu przyjaciół, niż jednego wroga… A więc gódź się na wszystko bez szemrania, bądź pokornym hipokrytą, patrz przez palce, przymykaj oczy, udawaj głupiego (w gwarze młodzieżowej: rżnij leszcza) - a nie zginiesz, nie dopadną cię i dokumentnie nie zniszczą; czytaj: „siedząc przy szarym końcu biesiadnego stołu życia, można się przecież nasycić, ale trzeba umieć samemu się obsłużyć…” Słowem – będziesz żył, jeśli dasz (w łapę) innym lub też doznasz nagłej ślepoty na hucpę, która się wokół ciebie dzieje, rozgrywa (ma miejsce)! TAK POWSTAJE U NAS SPOŁECZEŃSTWO OBYWATELSKIE…. Trzeba by mieć setki par oczu – by móc je na wszystko przymykać! I jeszcze: Gdy jesteś w cudzych rękach – musisz patrzeć przez cudze palce!?... „Sposób, w jaki się żyje, jest tak różny od tego, w jaki się żyć powinno,, że kto chce czynić tak, JAK SIĘ CZYNIĆ POWINNO, a nie czyni tak, jak inni ludzie czynią – ten gotuje raczej swój upadek niż przetrwanie.” (Niccolo Machiavelli) CZY WARTO Można opowiedzieć czasy Wypłakać krew – by widzieć: I tak, gdy Judasz opuści swój dom – ku Judaszowi skieruje kroki swoje… Czy to nie dziwne? Przerost BUŃCZUCZNEJ BIUROKRACJI w państwie, gdzie tak niedawno ukończono likwidację analfabetyzmu?!.... Zgadzam się z myślą Leca, że „Człowiek jest całością, chyba, że bliźni postanowią inaczej!” Taaak, jedynie p o w o d z e n i e rozstrzyga o słuszności danej sprawy, a ty przecież stoisz na pozycji przegranej, z góry straconej(!) – nie wygrasz z hucpą, nie wygrasz z kliką, nie wygrasz z „nowomodnym” wyścigiem szczurów, którzy po „trupach bliźnich” – składają hołdy Złotemu Cielcowi… Rację miał Juliusz Cezar Skaligera, że „ci, którym udaje się przedsięwzięcie (własne), nigdy nie są buntownikami”. Ciebie zaś okrzykną warchołem, rozrabiaką, gdy będziesz dochodził swoich praw (?) obywatela, petenta, klienta czy pacjenta… Bo na „twoje miejsce” czeka już setka innych petentów, klientów, pacjentów, obywateli ograbionych z ich praw – cichych, lękliwych, pokornych, zobowiązanych… Dlatego też ten, kto chce jako tako żyć – demonstracyjnie PRZEPRASZA, ŻE ŻYJE. On zawsze uniżony sługa… On zawsze wypchaną kopertę, koniaczek i czekoladki z kwiatkiem… On zawsze odcina się od innych – nachalnie walczących o swe prawa… Z obłudnym uśmieszkiem, sumitując się i gnąc…. Z łamiącym się głosem, o oczach spaniela – nad-uprzedzająco grzeczny – pragnie zasłużyć na łaskawe spojrzenie, na dobry humor „decydenta” zza biurka, kantoru, kontuaru czy… kozetki szpitalnej. Tak oto dotarłem do osoby trzeciej… To się widzi bez przerwy; na TO się obojętnieje; odechciewa się wszelkiej reakcji (w imię demokracji?) – by nie prowokować akcji! DLA ŚWIĘTEGO SPOKOJU!... Lepiej przymrużyć oko, zająknąć się kilka razy w tremie, zademonstrować tik nerwowy, być samą uniżonością i pokorą. Tu liczą się koszty własne. LEPIEJ UDAWAĆ GŁUPIEGO, NIŻ PRZESTAĆ BYĆ W OGÓLE. Powtórzę kolejny raz za Lecem, że człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej. Chodzi właśnie o to, by przenikać przez życie, jak neutralny fluid…, by bliźnim nie dawać pretekstu, żadnego powodu (nawet iluzorycznego) - do odreagowywania na nas tajonej złości… Bliźni dysponują „instrumentami”, by cię zniszczyć, więc lepiej – UWAŻAJ!!! W trosce o zdrowie – także psychiczne - (wrzody, zawały, wylewy, nerwicę trzeba będzie przecież leczyć…) nie należy podejmować dyskusji ani sporów z tymi, co mają RACJĘ WRODZONĄ! Daremne żale, próżny trud… Autor: Marek Różycki jr Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/7736/0/. |







