| W pogoni za cnotnikiem (Tony Palik) |
| 01.08.2011. | |
|
Budzą mnie bolesne okrzyki. - Auć! Oj! Qrna! Auć! Ja pierniczę! Cholera! Ała! Wyglądam zza wyniosłego sahelu. Oczywiście to on, nasz człowiek w kwiecistej koszuli, który od lat wędruje boso przez świat. Patrzę, jak nadeptuje na ostre kamienie, kaktusiki, skorpiony i pawianie odchody. Za nim klimatyzowanym landroverem jedzie ekipa telewizyjna z butelkami zimnej coli w rękach. -... twoju mać! – wykrzykuje Nasz , nadeptując na kolczastą zeribę. Jestem w zachodniej części południowego skraju wschodniego sektora północnego wybrzeża Maroka. To tu kręci się wszystkie filmy przyrodnicze, podróżnicze, geograficzne i animowane w rodzaju „Króla lwa”. Tłok jak w Hollywood. Oto znany wszystkim Steven, który po całym świecie łapie i maca węże. Właśnie co sił w nogach ucieka przed nim okazały wąż. Niestety, nie ma się gdzie schować. Zrezygnowany nieruchomieje i czeka na macanie. Ma smętną minę. Wie, że po czymś takim żaden inny wąż już nigdy nie poda mu ręki. - Gdzie z łapami do węża!? – zza okazałej papeterii wyłania się trzeci podróżnik. Znam go, to facet z „Discovery”. Szkoła przetrwania. Łazi po odludnych okolicach i pokazuje, jak przeżyć żywiąc się gąsienicami, padliną i sokiem z guana. Sam chodziłem do tej szkoły, ale nie przetrwałem szóstej klasy. – Zostaw mój obiad! Macanego brudnymi łapami go ust nie wezmę! - To co mam wymacać? – obrusza się Steven. - Tam się coś rusza! – Przetrwalnik pokazuje Naszego, który z okrzykiem „O rany!” wdeptuje właśnie w cierniste krzewy pełne ptaków. - Ludzi nie macam – obrusza się Steven. – Ludzie to nie gady. - Widać, żeś w Polsce nie był – Nasz wyrywa ze stopy ostatnią drzazgę. – Przyjedź, paru polityków sobie pomacaj. A węża nie jedz! - Kiedy głodny jestem! - Tam masz kupę słonia – radzi Nasz. – Popij sobie sikami. Bardzo pożywne, sam mówiłeś. - Coś musi być wymacane – upiera się Steven. – Nie po to jadę pół świata, żeby nie wymacać. A może... Przetrwalnik rzuca się do ucieczki. Steven goni go, wkrótce znikają na horyzoncie. Ekipy telewizyjne pędzą za nimi. - Kto ty jesteś Polak? – pyta mnie Nasz. - Polak mały – odpowiadam odruchowo. - Prawdziwy? Genetyczny? - Nooo... Uniwersalny. - Niedobrze... – Nasz jest wyraźnie rozczarowany. – Jaki znak twój? - Czemu podróżujesz po świecie boso? – zmieniam dyskretnie temat. - Buty mi ukradli w Gwadelupie. Gdzie ten wąż? - Po co ci wąż? - Węże to moja misja. Konkretnie grzechotniki. Nie można się tak nazywać. Grzech to straszna rzecz. O, jest! Następuje krótka ceremonia odgrzeszenia gadziny. Odrobina farby, ciachnięcie nożykiem i po wszystkim. Pomalowany w biało-czerowne pasy wąż biegiem oddala się za najbliższą sawannę. - Teraz nazywa się cnotnik. – Nasz jest dumny. – No, idę dalej. Jak to u nas mówią, pora na nieszpora. Bywaj i pracuj nad swoją genetycznością. I pamiętaj o Prawdziwych Wartościach! Zbieraj tylko prawdziwki i rydze! I nie nadwyrężaj krzyża! Auć! Joj! O rany! O żesz ty w mordę... Odprowadzam go wzrokiem. Jestem dumny. Skwar, żar, dzicz, a on niezłomnie kontynuuje swoją misję. Rodak. Boso, ale w ostrogach. Mógłby w ostrygach, ale on woli tak. Wiadomo – nasz! Autor: Michał Jagiełło (Tony Palik) Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_humor/14/7852/0/. |







