| Zwierzę (Polacy nie gęsi...) |
| 16.04.2009. | |
|
Kiedy słyszę, że spiker radia lub telewizji zapowiada wystąpienie kolejnego specjalisty od marketingu politycznego, absolwenta lub pracownika Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, wzbiera i rośnie we mnie pokora, potężnieje uwaga, a umysł wyostrza się do niebotycznych rozmiarów; zapowiadane zderzenie z modną materią intelektualną wymaga bowiem nie lada kondycji. Czuję się mały, bezbronny i słaby wobec majstra do społecznej psyche. Kiedy zacznie przy mnie majstrować, dowiem się, kogo i za co mam lubić, wobec kogo i czego się dystansować, który program uważać za prawy, który za lewy, co jest centrum, co z górnej półki, a co z toruńskiego parteru. I myślę sobie wtedy, że to może i dobrze, gdy zgłaszają się ludzie, którzy potrafią wyzwolić zwierzę z człowieka. Akt wyzwolin zawsze zapowiada, że nowy żywot się rodzi, bo oto praktykant, kandydat na czeladnika po długiej nauce składa egzamin. Młody człowiek, wyzwolony na czeladnika, staje się wykwalifikowanym rzemieślnikiem, legitymuje się dyplomem, którego nikt nie kwestionuje. Wszystko jest jasne i zrozumiałe – dla wszystkich. Ale z drugiej strony, gdzieś tam w głębi świadomości językowej – czego resztki mi jeszcze pozostały – coś się w moich szarych komórkach buntuje. Ludzkość doszła oto do nowej sprawności – już nie tylko czeladnika wyzwolić z człowieka można, ale nawet i zwierzę. Jakoś inaczej kojarzę – choć w tym samym języku – niż zacne grono spin-doktorów/!/, trenerów-treserów, manipulatorów, polito-psychologów, menedżerów, kombinatorów, spekulantów. Oto Narodowy Poczet Doradców, nazwiska, dla których wyrycia w marmurze brak nawet szlachetnego minerału: Czernia, Gownacki, Łasy, Musterowicz, Starak, Timurowicz, Wymyślok i cały szereg innych - amatorskiego chowu – ambitnych majstrów, specjalistów od wyższej jazdy po społecznej psyche. I tu refleksja – historyczna, jeśli można – jaka jest różnica między NIMI, a tymi, którzy obiecali: „Zajeździmy kobyłę historii” ? ONI mówili, właściwie krzyczeli, wyli, ryczeli, wydzierali się wniebogłosy proletariackie. Sami byli wyzwolonymi zwierzętami, istotami półludzkimi; kilka lat później tysiącami poległymi w Bitwie Warszawskiej. TAM i WTEDY historycznym manipulatorom spod znaku R niepotrzebna była wyższa psychologia społeczna, wystarczyła niższa, tak niska, że mierzyć się mogła tylko z pewnym karłem z małego, austriackiego miasteczka, który poczuł w sobie psychę ibermensza, a potem przeflancował ją na społeczną psychę innego, wielkiego narodu. . . Reszty dokonały wyzwolone zwierzęta. . . Historia nie może – o jednych i drugich – zapomnieć do dziś. Rodzi się w nas pytanie: Czy HISTORIA jest , czy nie jest Nauczycielką życia? Pytanie retoryczne. Uczy nas tylko jednego – nie jest w stanie nauczyć człowieka czegokolwiek. Wciąż powtarza ON te same błędy... Czy na pocieszenie wystarczy powiedzieć, że Errare humanum est? A HISTORIA? Jest zaledwie... wielką pocieszycielką człowieka... Wielki Cyceron mylił się bardzo..., bo nie dożył do XX wieku... Wróćmy na rodzime podwórko. Co jest z tymi zwierzętami? Irasiad, Saba, Kaczor, P...-Kot... Czy to nie wystarczy? Czy trzeba wyzwalać następne generacje, które nie będą mlaskać, mruczeć pod nosem, skracać myślenie, biegać oczami po suficie itd., itp. Rośnie w nas wątpliwość – czy te ISTOTY należy „odczłowieczać”? A niech sobie mlaskają jak miliony, niech wznoszą wzrok ku sufitom i niebiosom – byle naszym, polskim. To takie ludzkie, prawdziwe, przekonujące i wiarygodne. A Specjalistom przesyłamy przestrogę: „Przestańcie, źle się bawicie, Dla was to jest igraszka, nam chodzi o życie”. (Ignacy Krasicki). Tyle na dziś – od absolwenta Szkoły Wyższej Filologii Polskiej. PS. Mimo wszystko puenta będzie optymistyczna. Pod warunkiem, że włączymy radio polskie i znajdziemy tam program „Wierzę w zwierzę”. Autor: Leon Sikorski (2008) Więcej: http://www.humor.sadurski.com/Satyra/Teksty_satyra_i_polityka/15/6003/0/. |







